Barca vs Real – kto silniejszy?

Listopad 28, 2009

Już jutro na Camp Nou odbędzie się największe wydarzenie piłkarskiego świata. Naprzeciw siebie staną dwie największe drużyny świata w niepowtarzalnym klasyku – Barcelona kontra Real Madryt! Napisano już wszystko o wadze jutrzejszego meczu. Przywołano starcie drużyny najlepszej z najdroższą, przywołano podziały narodowościowe Hiszpanii, wreszcie poinformowano o gwiazdozbiorze który pojawi sie na boisku. Chyba jeszcze nigdy w historii tyle gwiazd nie zagrało w jednym meczu. Jednak nie będe bardziej wnikał w otoczke meczu. Porównam tutaj wszystkie formacje obu drużyn i postaram się odpowiedzieć na pytanie co nas jutro może czekać.

BRAMKA: Iker Casillias vs Victor Valdes

Pojedynek wychowanków. Swego czasu mówiono, że Valdes to katalońska odpowiedź na Casilliasa, ponieważ Barca również chciała mieć w bramce “swojego człowieka”. Porównanie bramkarzy jest zarówno łatwe, jak i trudne. Z jednej strony można zdecydowanie uznać, że Iker jest lepszy. Mnóstwo nagród, pierwszy bramakrz reprezentacji Hiszpanii od 8 lat. Uznany specjalista, ostoja Realu Madryt i jedyny piłkarz, którego w Madrycie się nie krytykuje. Aż ciężko sobie wyobrazić ile meczów uratował Realowi. Po drugiej stronie stoi zaś Valdes. Wiek podobny do Casilliasa, brak znaczących nagród indywidualnych, dopiero trzeci bramkarz reprezentacji Hiszpanii. Uznawany powszechnie za najsłabsze ogniwo drużyny z Katalonii. Krytykowany po każdej wpadce. Pod tym względem Casillias deklasuje Valdesa. Jednak ostatni sezon Valdes miał wyśmienity, a Casillias najwyżej przeciętny. Bramkarz był bardzo mocnym punktem Barcy, uratował im potrójną korone w meczu z Chelsea, cały sezon bronił sumiennie i skutecznie. A Iker? Lepiej niż Real, ale to za mało. Nie radził sobie jako jedyny obrońca, dodatkowo czasami wpuszczał bramki, które obciażają jego konto. To niewiele jak na bramkarza, ale wiele jak na Ikera od którego zawsze wymaga się perfekcji. Tak czy owak wyżej stawiam Casilliasa, ponieważ jest kapitanem drużyny (Raul stracił pozycje), zawsze mnóstwo od niego zależało i prawie nigdy nie zawodził. Ponadto gra na wysokim poziomie od wielu lat, czego o Valdesie powiedzieć nie można. Siła doswiadczenia.

1-0 dla Realu

OBRONA: Alves, Pique, Puyol, Abidal vs Ramos, Pepe, Albiol, Arbeloa

W zeszłym sezonie obrona Barcelony spisywała sie rewelacyjnie, dorównywała defensywie ManU i Chelsea. W tym roku wydaje się jeszcze silniejsza, poniewaz Abidal gra zdecydowanie lepiej. Zgrana defensywa, z dużym potencjałem ofensywnych w postaci Alvesa, który często gra jako skrzydłowy, asekurowany przez defensywnych pomocników. Obrona Realu to 4 bardzo dobrych piłkarzy: waleczny Ramos, genialny, ale ekscentryczny, Pepe, pewny Albiol i zapracowany Arbeloa. Ramos posiada spory potencjał ofensywny, niestety jego dośrodkowania pozostawiają wiele do życzenia. Miewa też problemy z powrotami do obrony, ale Lass powinien rozwiązać ten problem. Pepe to piłkarz umiejący świetnie wyprowadził piłke i bronić, jednak czasami popełnia głupie błedy. Albiol błędów większych nie popełnia, ale poza obroną potrafi niewiele. Arbeloa to dobry obrońca, jednak walka z Messim i Alvesem będzie dla niego ciężka. Lewa strona Realu będzie słabsza, tak samo jak prawa Barcelony. Obrone nieznacznie lepszą ma Barca, ale to jedynie kwestia zgrania. W następnym Gran Derbi ocena obrony wyjdzie na remis.

1-1

POMOC: Xavi, Iniesta, Toure vs Xabi, Lass, Kaka i Marcelo

Pomoc Barcy to połączenie ofensywnych asystentów (XavIniesta) i destrukcji w osobie Toure. O parze Barcelony powiedziano już wszystko. Genialni panowie idealnie obsługujący napastników, którzy zdobywają grad bramek. Tak funkcjonowała Barca w poprzednim wielkim sezonie, tak samo funkcjonuje teraz. Pomoc nie zdobywa wielu bramek, odpowiada za zagęszczanie pola i asysty. Co do Realu to możemy zaobserwować znacznie większą siłę w destrukcji. Xabi i Lass to piłkarze wielcy. Lass w tej chwili jest crackiem na poziomie Kaki i Cristiano Ronaldo. Potężna para Realu bedzie odpowiadała za rozbijanie ataków Barcelony, asekuracje prawej strony boiska (Lass), rozgrywanie (Xabi) i strzały z dystansu (obaj). To są kluczowi piłkarze Realu i od ich dyspozycji zależeć będzie gra drużyny. Przed nimi ustawiony zostanie Kaka, a po bokach boiska Marcelo. Obaj odpowiadać będą za zagęszczanie środka boiska oraz za kontry i podania do napastników. Pomoc Realu zdobywa dużo bramek, ponieważ nominalnie można zaliczyć do niej Cristiano Ronaldo. Kaka i Marcelo tez swoje strzelają. W ofensywie lepsza jest Barca, w defensywie Real, obie drużyny są mistrzami w zagęszczaniu środka pola. Jednak Real ma tam jednego piłkarza więcej i dlatego daje mu to przewage.

2-1 dla Realu

Atak: Henry, Ibrahimovic, Messi vs Benzema i Cristiano Ronaldo

W jutrzejszym meczu Real zagra jednym nominalnym napastnikiem (Benzema) i wysuniętym do przodu Cristiano, który nie bedzie miał przydzielonej określonej pozycji. Real będzie liczył na kontry w postaci szybkiego wyjścia do przodu Kaki i Marcelo i doprowadzenia do sytuacji 4vs4. Dodatkowo szybkość Karima i Cristiano bedzie wielkim atutem. Pellegrini specjalnie postawił na słabszego Benzeme, ponieważ ten jest najszybszym napastnikiem w drużynie i zdecydowanie lepiej od Higuaina gra z obrońcami na plecach. Jego zadaniem bedzie absorbowanie obrońców, bramki bedzie musiał zdobywać rekonwalescent Ronaldo. Barcelona ma inną sytuację. Jej napastnicy biorą czynny udział w ataku pozycyjnym, nie bazują na szybkosci tylko na technice. Jest jednak pewien problem. Henry jest bez formy, a Ibrahimovic i Messi wracaja po kontuzji. Nie są w tak złej sytuacji jak Cristiano który pauzował dwa miesiące, ale ich forma może być wielką niewiadomą. Z Messim już wcześniej nie było zbyt dobrze. Być może Henry’ego zastapi Pedro, jednak brak doswiadczenia z pewnością będzie zauważalny w meczu o tak dużą stawkę. Mimo kłopotów Barcelony uważam, ze jej napad jest silniejszy, jednak Real świadomie oddaje jej tutaj pierwszeństwo, by skuteczniej walczyć w środku pola.

2-2

Teraz pytanie która drużyna jest lepsza. Skoro obie mają tyle samo punktów z formacji, to należy ocenić wspołpracę między formacjami. Tutaj wyżej stawiam Barce z powodu zgrania.

3-2 dla Barcy

Co do umiejętności indywidualnych piłkarzy to Real ma większe indywidualności w destrukcji. Co do siły ofensywnej to wydaje mi się, że Królewscy dysponują wiekszą liczbą piłkarzy, którzy mogą zaszkodzić.

3-3

No i wyszedł remis idealny. W takim przypadku pozostają jedynie argumenty mentalne. Barcelona zdobyła wszystko, Real jeszcze nic. Dodatkowo mecz odbedzie się w Katalonii.

4-3 dla Barcy

I w ten sposób udało ustalić się faworyta meczu. Co do przebiegu spotkania, to są dwie możliwosci. Albo Barcelona szybko zdobędzie bramke i wygra mecz 3-0, albo Real przetrzyma początkową nawałnice i wykorzysta swoje okazje. Wtedy obstawiam remis lub zwycięstwo gości. Jutrzejszy mecz zapowiada się bardzo ciekawie.

Mity o rządzeniu państwem cz.1 – rząd ekspertów

Listopad 27, 2009

Gdy w 2007 roku PO wygrała wybory zpanowalo radosne poruszenie. Ludzie liczyli na nową jakość w polityce. Jednym z głównych postulatów (również dziennikarzy) było powołanie rządu eksperckiego. Gabinet stworzony z ludzi niezwiązanych z polityką miał dać państwu nową jakość. Zgodnie z teorią zakończyć miały się spory polityczne na szczytach władzy, wykorzystywanie narzędzi państwa do własnych celów oraz niekompetencja najwyższych urzedników. Przyznam, że sam opowiadałem się wtedy za taką wizją. Dziś sam się uśmiecham na myśl o tym, ale miałem wtedy jedynie 18 lat i wiele rzeczy było znacznie mniej jasnych niż teraz.

Dlaczego rząd ekspertów nie może się udać? Przede wszystkim niezwykle trudny jest wybór ekspertów.Minister ds. dróg nie ma znać się na drogach, tylko na zarządzaniu, by dobrze pieniądze na drogi wydawać. To oczywisty przykład. Jednak w przypadku Ministerstwa Zdrowia odpowiedź nie jest już taka oczywista. Od zawsze ministrem jest lekarz. Nikt nie wie dlaczego (niektorzy przebąkują o kwestiach marketingowych i dobrych stosunkach ze środowiskiem lekarskim). Jednak oczywistym jest, że na czele resortu, który nie leczy, stać powinna osoba swietnie znająca sie na zarzadzaniu, lekarza mając za doradcę. To jest wariant bardziej oczywisty, jednak tylko do administracji. Jeżeli rząd zapowiada gruntowne, niepopularne reformy i jednocześnie na stanowisku ministra obsadza osobę bez politycznego poparcia, najzwyczajniej w świecie kłamie. Trudne reformy są możliwe do przeprowadzenia jedynie wtedy, gdy minister ma wsparcie premiera i swojego ugrupowania. Wtedy projekty nie przepadają w komisjach lub innych ministerstwach na konsultacjach. Administracja to brudna gra, wiele osob nie chce zmian i je utrudnia. Tylko silny polityczny upór może do czegos doprowadzić. Minister Kopacz go nie ma i dlatego niczego nie zmieniła i nie zmieni. Zrzucanie odpowiedzialności na prezydenta to wymówka.

Tak więc na czele ministerstwa które ma byc jedynie administrowane powinien stanąć ktoś biegły w zarządzaniu. Jego wiceministrami powinni być specjaliści w danych dziedzinach i politycy (by kontrolowac, instruować i gdzieś zabijać czas). Trudnymi ministerstwami powinni zajmować się politycy. Takich ministerstw powinny być moim zdaniem maksymalnie 4, ponieważ na tyle wystarczy energii, chęci i sondaże wytrzymają. Premierem oczywiście musi być polityk z bardzo silną pozycją we własnej partii. Czy jest to model idealny? Prawie. Jestem przeciwnikiem lekceważenia polityków i ograniczania ich roli jedynie do walki politycznej. Zawód polityka polega na zdobyciu władzy i jej sprawowaniu. Politycy często mają świetne merytoryczne przygotowanie, potrafią kierować ludźmi. Ministerstwo to naturalna droga kariery każdego poważnego polityka. Oczywiście z powodów wizerunkowych politycy nie mogą stać na czele wszystkich ministerstw. Niektórzy są również kompletnie nieprzygotowani do sprawowania swojej funkcji, piastują ją jedynie z powodu silnej pozycji w partii (minister Fedak). Wszędzie należy zachowywać umiar.

Mam nadzieje, że troche przybliżyłem niektórym realne minusy rządu eksperckiego. Moim zdaniem minusy są wieksze niż plusy (chyba, że tworzymy idealny rząd miłości, ktory nie zamierza nic robić).

Tusk vs Schetyna 2010?

Listopad 13, 2009

Końcówka 2007 roku, PO wygrywa wybory. Donald Tusk zostaje premierem, a Grzegorz Schetyna numerem dwa. Plan był jasny. Tusk wygrywa wybory prezydenckie w 2010 roku, a Schetyna zostaje szefem rzadu. Nastepnie PO wygrywa wybory 2011.

Przez ostatnie dwa lata wszystko szło świetnie. PO utrzymywało bardzo wysokie poparcie, Tusk miażdżył Lecha Kaczyńskiego w sondażach prezydenckich, a Grzegorz Schetyna pracował nad swoim wizerunkiem medialnym. Wszystko się zawaliło po wybuchu afery hazardowej. Schetyne i reszte bliskich współpracowników premiera zesłano do sejmu, PO straciła w sondażach (chociaż dopiero teraz), a Cimoszewicz może okazać się groźnym przeciwnikiem dla Tuska w wyścigu o prezydenture. Mniej osób skreśla również Lecha Kaczyńskiego.

Oczywiście pierwotny plan może się jeszcze udać, jednak obserwujemy w Platformie pęknięcie, które akurat dla tej partii może być bardzo niebiezpieczne. Dlaczego? PO w odróżnieniu od PiSu działa w sposób zespołowy. Mamy Tuska, Schetyne oraz sporą grupę bliskich współpracowników. To oni wspólnie wymyślają taktyke, podejmują decyzje. Drużyna zawsze działała bardzo sprawnie. Nie było większych rozłamów, nawet po kompromitującej klęsce w 2005 roku. Sporo ludzi się wymieniało, indywidualistów (poza numerami jeden i dwa) kasowano. Wszystko dla dobra partii. Tusk i Schetyna medialnie byli tandemem wzorowym. Doskonale się uzupełniali, nigdy nie kłócili (na wizji oczywiście). Drużyna była ważniejsza niż osobiste korzyści. Nawet krótko po wybuchu afery hazardowej Schetyna i reszta dobrze znosili zesłanie do sejmu. Prawdę mówiąc, byłem przekonany, że PO wyszła z tego starcia zwycięsko i nic już nie powstrzyma Tuska przed prezydenturą. Jak to zwykle w takich przypadkach bywa, atak nadszedł z najmniej oczekiwanej strony. Numer dwa zaatakował numer jeden.

W zeszłym tygodniu Schetyna, wzorem Zbyszka Chlebowskiego, udzielił “płaczliwego” wywiadu, w którym otwarcie zaatakował premiera za zbyt pochopne działania. Trudno się zresztą dziwić. Powody dymisji Schetyny i reszty otoczenia są mocno niejasne. Istnieje wiele teorii, ale żadna z nich nie mówi, że było to z powodu afery hazardowej. Schetyna być może zamoczył w niej paznokieć od małego palca u nogi, reszta “dworu” nie doszła nawet do basenu. Tusk jednak zrobił to co zrobił, nie ma sensu zastanawiać się nad powodami. Zdecydowanie ciekawsza jest reakcja premiera, który zamiast studzić emocje sam uszczypnął Schetyne. Powiedział, że “chłopaki nie płaczą”. Być może przywoływał jedynie swój numer dwa do porządku (Schetyna ostudził emocje, ale nie ukrywał rozgoryczenia), ale w taki sposób nie rozwiąże konfliktu.

Ta kłótnia zaniepokoiła mnie zdecydowanie bardziej niz sama afera hazardowa. Wygląda na to, że Schetyna zaczyna walczyć o władzę, ponieważ jego premierostwo po awansie Tuska stoi pod duzym znakiem zapytania. I sam premier nie rozwiewa tych wątpliwości. Nie wiem, czy pierwotny plan jest dla Tuska wciąż optymalny, czy może wymyślił coś jeszcze innego? Nie wiem tylko, czy tego typu zagrania są mądre. Wszyscy znamy zdolności Schetyny. Nie bez przyczyny nazywany jest “szarą eminencją”. Jeżeli poczuje się eliminowany to sam może wyeliminować. A walka o władzę w partii podczas kampanii prezydenckiej z pewnością premierowi nie pomoże.

 

Po co krzyże w szkołach?

Listopad 12, 2009

Po wyroku Trybunału w Strasburgu odnośnie krzyży w szkołach, w Polsce toczy się dyskusja na temat wpływu wyroku na nasz kraj. Oczywiście sprawę nagłośniło katolickie lobby na czele z prezydentem Kaczyńskim. Uszłyszeliśmy szumne zapowiedzi, że Polska krzyży i tak nie zdejmie, chociażby się waliło lub paliło. Ja z przekory chciałbym zadać inne pytanie. Po co nam krzyże w szkołach i urzędach państwowych?

Do głowy przychodzą mi trzy argumenty znajdujące się w naszej konstytucji.

Po pierwsze państwo Polskie jest państwem świeckim. Istnieje klarowny rozdział między państwem, a kościołem. Na podstawie tej interpretacji krzyże w szkołach i urzędach łamią konstytucję. Jest to groźne, ponieważ ohydne katolickie lobby wręcz wymaga specjalnych przywilejów. Tylko dlatego, że wierzą. Nie wiem po co im przywileje skoro stanowią ponad 50% naszego społeczeństwa (ludzie chodzący do kościoła). Chroni się przecież mniejszość przed większością.

Po drugie konstytucja gwarantuje, że każdy rodzic wychowuje dzieci zgodnie z własnymi ideologicznymi przekonaniami. Krzyże w szkołach narzucają wiare.

Po trzecie każdy ma prawo do własnego wyznania. Katolicy uwielbiają argument o obrazie uczuć religijnych. Szkoda, że uznają go jedynie wtedy gdy im służy. Człowiek innego wyznania widząc krzyż wszędzie gdzie się znajduje również może uznać, że obrażono jego uczucia religijne. To samo może powiedzieć ateista, gdy widzi jakikolwiek znak. Narzucając wiarę osobie niewierzącej łamiemy jej prawo do niewiary. Obrażamy jej uczucia religijne poprzez ich pobudzanie. Brzmi to może groteskowo, ale przyglądając się temu zapisowi z taką dokładnością jak katolicy (wielcy, uciśnieni, dziwne tylko, że stanowią wiekszość) można z powodzeniem wysnuć takie wnioski.  

Jeżeli państwo jest świeckie i każdy ma prawo do własnego wyznania to krzyże powinny z instytucji państwowych zniknąć. Na religie miejsce jest w domu i w świątyni, nie na mównicy. Im prędzej ludzie to zrozumieją, i ohydne katolickie lobby wysadzą z siodła, tym lepiej.

Gry komputerowe to sport?

Listopad 10, 2009

Jutro w chińskim Chengdu rozpoczną się dziewiąte mistrzostwa świata w grach komputerowych – World Cyber Games. Gracze mierzyć będą się w 12 grach, a pełna pula nagród wynosi prawie 300 tysięcy dolarów. Na całym świecie popularność gier komputerowych rośnie. Niestety Polska pozostaje w ogonie świata, a nawet naszej części Europy.

Ciężko zrozumieć dlaczego tak jest. Polacy osiągają  przyzwoite wyniki (jedno mistrzostwo świata, kilka medali), jednak w wiekszości opłacani są przez zagraniczne drużny. W Polsce biznes ich nie chce. Być może dla laików problem jest prozaiczny, bo przecież kto normalny utrzymuje się z grania w gry komputerowe. Jednak profesjonalny gracz by utrzymywac się w czołowce musi ćwiczyć ok 8 godzin dziennie zarówno przed komputerem jak i fizycznie (tężyzna fizyczna wpływa na refleks). Taki człowiek nie ma możliwości pracować, ponieważ poza samym treningiem jest przez dużą część roku w Azji i USA, gdzie odbywają się największe turnieje.

Dlaczego Polska się nie rozwija? Najlepiej zorganizowani i najsilniejsi są Azjaci. Chińczymy i Koreańczycy to najwyższa światowa półka. W tamtych krajach pro gaming uznany jest przez ustawodawce za sport. Istnieją tematyczne kanały telewizyjne, turnieje, a graczy sponsoruje wielki biznes. Zawodnicy są tak samo rozpoznawalni jak gwiazdy popu. Najlepszym dowodem jest to, że najlepszy chiński gracz Warcrafta Xiaofeng “Sky” Li dostąpił zaszczytu niesienia ognia olimpijskiego przed olimpiadą w Pekinie. To samo zrobił jego koreanśki odpowiednik. Gry komputerowe były też dyscypliną pokazową podczas igrzysk.

Gdzie leży problem? W Azji gry komputerowe są oficjalną dyscypliną sportową, mają własny związek i są ustawowo finansowane. Dobrze rozwinięta strona medialna przyciąga sponsorów. Azjaci maja silną potrzebę kreowania idoli, powstają akademie uczące młodych ludzi grać. W Polsce nie ma niczego poza sporą grupą osób zainteresowanych. Wierne kopiowanie azjatyckich wzorców to zły pomysł, ponieważ jest na to zbyt wcześnie. Uważam jednak, że można dopisać gry komputerowe do listy sportów. Pozwoli im się to rozwinąć i przyciągnąć jeszcze więcej fanów. Nawet jeżeli nie wszyscy uznają je za sport, to przynajmniej można na nich zarobić oraz zagospodarować nisze społeczną. A jeżeli technologia komputerowa nadal będzie rozwijać się w takim tempie to za pare lat pytanie tytułowe stanie się bezzasadne, a odpowiedź oczywista.

Transferowy policzek dla Realu

Listopad 9, 2009

Niezwyciężony dotąd na rynku transferowym Florentino Perez może ponieść pierwszą wizerunkową porażkę. Barcelona jest zainteresowana byłym piłkarzem Królewskich – Robinho.

Pep Guardiola ma poważne problemy kadrowe związane z lewym skrzydłem. Thierry Henry jest coraz starszy, a sam Pedro to troche za mało by tworzyć atak marzeń. Dodając do tego wiek zawodnika (25 lat), umiarkowaną cene (30 mln euro za skrzydłowego tej klasy to cena umiarkowana) oraz możliwość ściągnięcia piłkarza już zimą, to transfer wydaje się oczywisty. Jest jednak pewien problem. Słynne problemy wychowawcze Robinho, z powodu których opuścił Madryt.

Robinho dołączył do drużyny z Madrytu latem 2005 roku. Królewscy przeżywali wtedy czarny okres. Brazyliczyk miał odmienić styl gry drużyny i wzmocnić pozycję ówczesnego prezesa Ramona Calderona. Robinho szybko zaadoptował się do drużyny stając się jej najlepszym zawodnikiem. Przez 3 lata pobytu w Madrycie rozegrał 132 spotkania strzelając w nich 35 bramek. Niestety genialne mecze przeplatał słabymi, a jego brak motywacji stawał się nieznośny. Legendą obrosło również jego barwne nocne życie. W końcu Real zdecydował sie go sprzedać za 35 mln euro Manchesterowi City. Tam podczas pierwszego sezonu zdobył 15 goli w 41 meczach.

Statystyki przemawiają za Robinho. Pytanie, czy Guardiola odważy się podjąć próbę utemperowania szaleństwa geniusza. Do tej pory zazwyczaj podejmwoał takie ryzyko i zawsze mu się udawało. Najpierw okiełznał Samuela Eto’o, a później wymienił go na równie ekscentrycznego Zlatana Ibrahimovica – w obu przypadkach osiągnął sukces. Tyle, że trenerem jest dopiero 1.5 roku, muszą przyjść porażki – pytanie czy Robinho będzie pierwszą.

Tusk ze statkiem w butelce

Listopad 8, 2009

Po dłuższej przerwie Prawo i Sprawiedliwość wyprodukowało nowy animowany spot okazujący prawdę o rządach PO. Oczywiście pisowską prawdę.

Gdy tylko dowiedziałem się o spocie poczułem niesmak. Pomyślałem, że po raz kolejny będzie wałkowana afera hazardowa. Zupełnie niemodna, zeszłosezonowa i zajechana przez wszystkich. Bardzo się zdziwiłem, gdy okazało się, że spot traktuje o stoczniach! Tak, nie ma tutaj błędu. Spot traktuje o stoczniach, które upadły przez to, że rząd PO ich nie uratował (znowu zgodnie z pisowską retoryką). Oczywiście przemilczany został fakt, że w czasach rządów PiS nie zostały podjęte żadne próby ich ratowania. Jednak to jest mniej istotne. Zaskakujący jest temat spotu. Przez ostatni miesiąc PiS wałkuje aferę hazardową bez przerwy. Odstępstwo od niej w spocie i odkurzenie starej “aferki” jest dziwne. Przychodzą mi do głowy dwa uzasadnienia. Albo PiS czuje się przegrany w ostatniej sprawie (co jest całkiem prawdopodobne patrzac na ilość wylanej krwi i nieruchome sondaże) albo po prostu spot wyprodukowano wczesniej i dopiero teraz go puszczono. Myśle, że pierwsza opcja jest zdecydowanie bardziej prawdopodobna.

A komentując sam spot to najlepiej określa go jedno słowo – nuda. Najpierw widzimy Donalda jako kaczora (tego od Disneya) płynącego na statku, później słynna premierowska wyprawa do Ameryki południowej (kiedy to było…), a na końcu Tusk negocjuje z handlarzem broni zakup stoczni. Kreska kiepska, tempo powolne, spot o 30 sekund za długi. 

Jak dla mnie animowane spoty to bardzo ciekawy i niedrogi pomysł. Ale muszą być robione z sensem! Spot musi być ciekawy lub śmieszny. A jałowe wbijanie do głów pisowskiej propagandy ciekawe ani, tym bardziej, śmieszne nie jest. Dla ciekawskich prezentuje spot poniżej:

http://www.youtube.com/watch?v=G561sfz1GnM

Platformerska komisja śledcza

Listopad 7, 2009

W dniu wczorajszym powołana została komisja śledcza ds. wyjaśnienia afery hazardowej. Ku zaskoczeniu wszystkich którzy przez ostatni miesiąc nie mieli kontaktu z życiem publicznym, komisja stworzona do wyjaśnienia afery Platformy Obywatelskiej jest kierowana i zdominowana przez… Platforme Obywatelską. Dlaczego potrzeba miesięcznego odwyku od obserwacji życia publicznego by zobaczyć w tym coś nienormalnego?

Od wybuchu afery hazardowej minął już miesiąc.  Nastąpiło polityczne trzęsienie ziemii, które zdziesiątkowało gabinet Donalda Tuska, opozycja odzyskała wigor i nadzieje na odwrócenie sytuacji, posypały się medialne gromy na byłych członków rządu, zdymisjonowano szefa CBA oraz zapowiedziany został projekt ustawy absolutnie zakazujący hazardu w internecie. Zmieniło się bardzo wiele, ale nie najważniejsze. Sondaże ani drgnęły, a nawet niektóre poszły w górę dla partii rządzącej. Trudno było ukryć szok całej klasie politycznej. Od rozpaczy opocyji po euforie PO. Na poczatku komisji miało nie być, ponieważ platformersi niezwykle obawiali się perspektywy swojego politycznego końca. Później jednak zostali do niej zmuszeni, więc postanowili minimalizować straty. Jednak z biegiem czasu obserwując stojące sondaże, politycy rządzący rozochocili się i postanowili ułożyć komisje stricte pod siebie. Zaczęło się od poszerzenia zakresu działań na poprzednie kadencje (całkiem zresztą uzasadnione), ale też ograniczenie czasu pracy zaledwie do czterech miesiecy. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że na wyjaśnienie kluczowych, czyli teraźniejszych, spraw zabraknie czasu. Później postanowili przeforsować własny projekt komisji, który poza wcześniejszymi przykładami nie zawierał punktu o zbadanie przecieku premiera i szefa CBA (pierwszego do swoich ludzi, drugiego do Rzeczpospolitej). Brak tego punktu uniemożliwiał przesłuchanie premiera Tuska oraz nawet Zbigniewa Chlebowskiego – głównego podejrzanego w aferze. Oczywiście członka PO. ”Ambitne” plany wzięły jednak w łeb z powodu PSL, który poparł poprawke opozycji wprowadzającą ten punkt. Później platformersi skarżyli się, że czują żal do koalicjanta. Na tym się jednak nie skonczyło. PO ostatecznie wprowadzilo do komisji trzech swoich nikomu nieznanych posłów. Dwa miejsca dostał PiS, po jednym PSL i SLD. Stanowisko przewodniczącego powedrowało do członka PO. Nieistotne okazały sie wszystkie wcześniejsze standardy, gdzie komisjami kieruje członek opozycji. Mało tego. PiS nie otrzymał nawet stanowiska wiceprzewodniczącego, co osobiście uważam za skandal. Jedyną osobą z koalicji trzymająca poziom był poseł PSL. To również o czymś świadczy.

Powróćmy jednak do pierwotnego pytania. Dlaczego taki bieg spraw może zaskoczyć jedynie osobę, która przez ostatnie cztery tygodnie nie była na bieżąco? Przez ostatni miesiąc stopień bezczelności w Platformie był tak wysoki, że człowiek obserwując to codziennie powoli obojętniał. Tak samo jak obojętniał na rządy PiSu. Platformersi podpierający się sondażami i mający za soba ogromną część mediów zaczeli kreować własną rzeczywistość. Zupełnie tak samo jak PiS. Władza deprawuje?

Osobiście uważam, że bardzo źle się stało z takim kształtem komisji, ponieważ niczego ona nie wyjaśni (i tak nie miała na to wielkich szans), a będzie jedynie kolejnym polem walki dla tak samo brzydkich stron konfliktu. Może ktoś to wykorzysta? Czy raczej Donald Tusk to powstrzyma (były takie sygnały, np. gotowość do stanięcia przed komisja, co jego ludzie wcześniej wykluczali)? Jeżeli nie to czeka nas rosnąca znieczulica na wydarzenia polityczne. W tej chwili nie ma ona żadnego przełożenia na sondaże, ponieważ jedyny konkurent jest tak samo znienawidzony. Ale prędzej czy później jakaś trzecia siła trafi na swój okres. A wtedy może być już za późno.

Szczepionki vs PR

Listopad 6, 2009

Od kilku miesięcy jesteśmy bombardowani doniesieniami o reaktywacji “hiszpanki”, czyli grypy A/H1N1. Wielu “niezależnych” ekspertów objaśnia jakie niezwykłe zagrożenie wiąże się z tym konkretnym wirusem i co się stanie gdy powróci zimą do Europy po mutacji w Afryce. “Niewykluczona jest tragedia na miarę tej z początku XX wieku” - to tylko nieliczne głosy środowiska lekarskiego. Jak pamiętają pilni uczniowie zginęła wtedy 1/3 populacji świata. Tylko ospa zbierała większe żniwo.

Głosy ucichły przez wakacje i nie było słychać nawet słowa o grypie, aż do końca zeszłego tygodnia, gdy Ukraina ogłosiła pandemie grypy na terenie własnego kraju. Dalej to już poszło… Minimalne zainteresowanie szczepieniami przeciwko grypie w Polsce nagle wzrosło kilkukrotnie. By otrzymać szczepionke na grype sezonową należy zapisywać się na listę społeczną. To samo dotyczy maseczek, których ceny wzrosły 17-krotnie. Oczywiscie wcześniej wiecznie był ich nadmiar. Jednak trzon naszego narodu nie zauważył, że zachorowań na Ukrainie jest mniej niż rok temu, a pandemia została ogłoszona troche na wyrost. Nie bez znaczenia był również tamtejszy kryzys polityczny. Nikt tego nie zauważył. Telewizja powiedziała, że jest źle z założeniem, że ciemny lud to kupi. I kupił.

Zaczął się prawdziwy kryzys. Otóż okazało się, że szczepionki na grype właściwą, czyli A/H1N1 w Polsce nie ma. Dysponujemy jedynie szczepionkami na grype sezonową, czyli taką, którą można leczyć miodem i goracą herbatą. Bez znaczenia pozostaje rzecz jasna fakt, że świńska grypa obejmuje jedynie 30% wszystkich zachorowań na grype. Gromy posypały się na rząd, który szczepionki nie kupił. Wypowiedź minister Kopacz, że szczepionki nie bedzie, przepełniła czare goryczy. Opozycja błyskawicznie podchwyciła niezadowolenie społeczne i przywaliła w rzad z najgrubszych armat tj. oszczedzanie na zdrowiu obywateli. Oczywiście nieistotne jest to, że chory obywatel kosztuje państwo więcej niż jedna szczepionka.

Minister Kopacz broniła się lepszymi lub gorszymi argumentami, ale jednak logiczniejszymi od histerii społecznej i naporu opozycji. Utrzymywała, że szczepionka jest niedopracowana, nie wiadomo czy działa oraz jakie skutki uboczne powoduje. Wiceminister zdrowia dodał, że skutki uboczne mogą być poważne, za co został zlinczowany za “brak dowodów”. Jednak gdy następnego dnia okazało się, że u 700 osób zaszczepionych w Szwecji wykryto możliwe efekty uboczne krytycy chociaż odrobine się uciszyli.

Jestem przeciwny kupowaniu szczepionek, ponieważ nie grozi nam pandemia, a skuteczność szczepionek jest wątpliwa. Uważam jednak, że PO sprzedało tą informację najgorzej jak mogło. To akurat zaskakujące, ponieważ pozytywne emocje w nawet najgorszych sprawach są specjalnością Tuska i społki. Jestem bardzo ciekaw, czy Tusk zaskoczy mnie też drugi raz. Zazwyczaj bywało tak, że gdy coś źle poszło wizerunkowo to premier się uginał i działał pod publikę (ostatni przykład afery hazardowej). Nie bede zaskoczony, jeżeli Polska zdecyduje się kupić zapas szczepionki tylko po to, by podreperować wizerunek Tuska. Szczepionki czy PR? Wybory już za rok…


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.